escape from freedom
Marzec 29, 2008
Dzisiaj znajomy polecił mi książkę, o tytule jak powyżej. Pytał czy ją czytałem, bo mówi o tym, o czym mu wspominałem. Ucieczka od wolności Erich Fromm. Swoją drogą, na pewno ją przeczytam, póki co nie polecam, bo nie wiem tak naprawde co w sobie zawiera (ale przeczytać nie zadzkodzi ;)). Może ma odpowiedź na moje ostatnie pytanie albo pewnie sam sobie już teraz odpowiem. Podobno autor opowiada w niej, że w rzeczywistości nie chcemy wolności, a wręcz od niej uciekamy, ponieważ kojarzy się nam z samotnością. O ile jest to oczywistość rzucona na kolana, o tyle pociąga za sobą o wiele ważniejszy temat, który sugeruje sposób działania, aby to rozwiązać.
Jak już wspominałem w poprzednich wpisach, nie dążymy do zrealizowania ideii wolności, miłości czy oświecenia, czy innych tego typu celów, tylko dążymy, do zrealizowania swoich wyobrażeń na ich temat. Spotyka się to z wielkim oporem podświadomości i uniemożliwia często jakiekolwiek działanie. Właściwie może to i dobrze, bo bardzo często nasze wyobrażenia na temat miłości i wolności są chore i niosą podobne skutki. Może nie warto w rzeczywistości ich realizować (mam na myśli wyobrażeń)? Wystarczy przyjrzeć się głębiej temu co tkwi w podświadomości na temat wolności. Jak to zrobić? Najlepiej zamknąć oczy i spróbować dokończyć zdania, nie zastanawiając się nad odpowiedzią i wyrażając pierwsze co przychodzi do głowy:
Wolność to ….. .
To, co czego obawiam się najbardziej w związku z wolnością, to …… .
Nigdy nie pozwolę sobie być tak naprawdę wolny, bo …… .
i kilka innych, które samemu można skomponować. Zastanawiam sie czy odpowiedzi byly satysfakcjonujace. :)
Czasami jest o wiele łatwiej w ten sposób dotrzeć do głębszych pokładów wyobrażeń w podświadomości. Zazwyczaj ludzie nie mają ani pojęcia, ani kontaktu z tą sferą, więc wyciągnięcie na powierzchnię swoich wyobrażeń, graniczy z cudem.
Aby podświadomość ‘załapała’ czym w ogóle jest uczucie miłości, wolności, szczęśliwości i czym się różnią od zwykłych emocji, trzeba ich doświadczyć. Różnica między tymi uczuciami, a emocjami, jest taka, że te pierwsze nie są uwarunkowane zewnętrznymi przejawiami i doświadczeniami, wypływają z wewnątrz kiedy dajemy im przyzwolenie na pojawienie się. Emocje natomiast to wynik zewnętrznych bodźców. Warunkowe i zależne.
Największą przeszkodą, która odcina nas od uczuć, jest nasza ‘wiedza’ o nich. Czyli ogólnie zespół wyobrażeń, stek bzdur, których nauczyliśmy się do społeczeństwa, rodziców (oni też się uczyli od społeczeństwa i swoich rodziców, którzy…), autotytetów religijnych (za tymi podąża takie czarne świństwo, i tak ingerujące w całą istotę, że uzdrowienie się od tego wymaga mnóstwa pracy(choć niekoniecznie)), filmów, ulubionych bohaterów, męczenników, książek itd., itd. Ten cały śmietnik skutecznie zakrywa przed doświadczaniem tego, czym jest miłość czy wolność. Cóż, w takim wypadku pozostaje medytacja, modlitwa i kontemplacja, oraz oczyszczanie podświadomości z tych wyobrażeń, poprzez uświadomienie sobie ich szkodliwości. Proces może być długi, dla niektórych to kwestia wcieleń. Jednak korzyści z oczyszczania będą nam towarzyszyć niezmiennie i wszędzie.