Krija Joga

Wrzesień 20, 2009

Mój znajomy zapewniał, że wybierze się na inicjację Krija Jogi (z prostej lini od Babaji’ego). Jak powiedział, tak po kilku latach zrobił, z czego ogromnie się cieszę. Trzymamy kciuki za determinację i entuzjazm.

Tak po cichu wspominam trochę czas, kiedy intensywnie medytowałem Krija-Jogę, nawet trzy razy dziennie, w ciszy i skupieniu siadałem sobie na około godzinę. Medytacja Krija Jogi intensywnie pcha energię w górne czakramy. Nie tylko mnie bolała głowa od nadmiaru energii, z którą nie potrafiłem sobie poradzić. Jogananda miał ten sam problem jak wspominał ;).  Cóż, nie było nikogo, kto by mnie klepnął w serce wtedy ;).

Faktem jest, stwierdzonym przeze mnie, że świadomość przy konsekwentnym praktykowaniu eksploduje na kompletnie nowe obszary. Niesamowicie rozwijająca i otwierająca na kontakt z samym źródłem. Podczas medytacji często na trzecim oku pojawiało się niesamowicie intensywne światło. Żadne tam świetliste chmurki i czy inne obłoczki, tylko intensywny blask. Niestety, przed moimi oczami pojawiały się w formie stroboskopów. Bardzo szybkie, powtarzające się cały czas rozbłyski światła. Dostawałem trochę oczopląsu i moje powieki zaczynały drgać pod wpływem światła. Niestety nie doszedłem do momentu, w którym tama przed moimi oczami by pękła. Za wcześnie odpuściłem sobie medytacje.

W trakcie tych moich sesji, usłyszałem kiedyś dźwięk coś na kształt tego, co wydaje trzmiel, który przerósł się conajmniej kilkadziesiąt razy. Niesamowity odłgos, który docierał do moich uszu, zaskoczył mnie na początku, ale po chwili się przyzwyczaiłem. Nie muszę wspominać, że pojawiła się ogromna radość z tego powodu. O ile dobrze pamiętam, to mój brat swojego czasu wyczytał w książce od Krija Jogi, że dźwięk trzemia odpowiada temu, który wydaje czakram podstawy.

Kilka dobrych lat minęło, kiedy ostatni raz medytowałem w ten sposób. Marzę o tym, aby wrócić do praktyki.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.