Who’s driving me?
Czerwiec 26, 2007
Inspiracja cierpieniem. Po co cierpieniem? Niby wiem, jak męczące to jest, niby wiem, że można inaczej, ale inaczej nie reaguje! Nie mam motywacji. Niby pozytywna powinna być. Ale jej nie ma! Boże, prawie frustracja!
Dzisiaj dostałem piękną inspirację. Wkurzyłem się na pewną panią.. i dobrze się z tym poczułem. Tak jakbym miał pretekst do tego, aby w końcu wyklarować wspólną sytuację, i mój stosunek do niej. Czuję się tak, jakbym handlował czymś. Przynajmniej tak mi się wydaje. Ehh.. Nie medytowałem ostatnio i czuję się jakiś nieprzytomny..
Wkurza mnie to, że czuję się trzymany. Za każdym razem kiedy chcę odejść, rozpuścić te więzy, to czuję, że nowe się rzucają na szyję. Tak jakbym nie miał swojej woli. Fuckin puppet.Okej, wale to, idę pomedytować. Tutaj i tak tego nie rozwiążę!
11:11 so the being can be brighter
Czerwiec 12, 2007
11:11
Od dobrych kilku miesięcy ‘prześladują’ mnie cyfry na zegarach. Niesamowite jest to, że budząc się w nocy i patrząc na zegarek dostrzegam na nim cyfry 3:33, lub 4:44. Takie sekwencje liczbowe pojawiają się u mnie każdego dnia, po kilka razy. Jadę autobusem, patrzę na godzinę i co widzę? 12:12, 16:16, czasem 12:21, 13:31. Na początku wydawało mi się to trochę ekscytujące, bo pojawiało się za często, aby można to było nazwać ‘przypadkiem’ (których nie ma), potem denerwujące, wręcz natarczywe, potem jeszcze zastanawiające. Nie wiedziałem co z tym zrobić. ‘Mam się zająć numerologią?’ – która mnie nawet nie interesuje. No więc podzieliłem się tym z kilkoma osobami i otrzymałem link do strony internetowej http://1111spiritguardians.com/ .
Dowiedziałem się, że nie tylko ja mam takie ‘przypadki’, że ma je tysiące ludzi na Świecie. Bomba! O co chodzi? Niektórzy uważają, że to pewne formy anielskie dobijają się do drzwi próbując nawiązać kontakt. Od Ciebie zależy czy otworzysz drzwi.
Około ośmiu lat temu, podczas oczyszczania energii w ciele, mając zamknięte oczy, ujrzałem nad sobą twarz niesamowicie pięknej istoty. To było zadziwiające. Nigdy nie widziałem takiej łagodności , otwartości i miłości wypisanej wręcz na twarzy, w każdej rysie. Czułem się jak dziecko leżące w kołysce, z którym bawi się cudowna istota. Nie ma wątpliwości, że to była anielska energia. Takiego doświadczenia nie da się porównać z niczym.
Miałem jeszcze kilka podobnych doświadczeń. Niektóre z nich związane były z cudownymi zapachami, których na Ziemi nigdy nie spotkałem wcześniej. Miałem jeszcze możliwość zobaczenia kilka razy jednej osoby w dwóch miejscach na raz – to było trochę zadziwiająco-wstrząsające. Lub ewidentnych ruchów, na zdjęciach ,istot uważanych za mistrzów duchowych.
O astralnych dziwadłach już nie wspomnę, bo tutaj można by napisać książkę.
Tak więc te coś, co się nazywa 11:11, to podobno zaproszenie od istot anielskich do ‘współpracy’. Dowiedzmy się. Jeśli temat się rozwinie, to napiszę o tym w kategorii 11:11.
Aha. Z sercem już lepiej.
simply my heart
Czerwiec 4, 2007
Serce znowu zaczyna mnie boleć. Dusi mnie. Takie dziwne myśli chodzą mi po głowie, ale mam z tym luz. Powiem więcej, chyba jestem wdzięczny za to, co się dzieje. Zbliża mnie to do siebie samego. Zaczynam zwracać na siebie większą uwagę. Zaczynam dostrzegać też wysiłki jakie wkładam w funkcjonowanie w społeczeństwie i między ludźmi i odpuszczam to.
Zaczynam, przede wszystkim, mieć chwile sam ze sobą. Coś co jest dla mnie najważniejsze i najprzyjemniejsze, a tak bardzo rzadko to robię. Nie chodzi o bycie ze sobą w ten sposób, że inni mnie nie obchodzą, albo że jestem najważniejszy. To jest tak, że dochodzi do mnie znowu świadomość mojego istnienia. Jestem bardziej świadomy swojego bytu, a to jest niesamowite. Dopiero wtedy czuję, że pojawia się miejsce dla innych osób przy mnie. Moja istota rozpływa się w tym.
Z drugiej strony moja podświadomość uważa to za nudne. Cóż, jeszcze z innej strony boi się, że gdyby tak zostało, to olałbym wszystko i w rzeczywistości nic nie robił. Tak czy owak, boję się tego stanu. Boję się, że to mogłoby być permanentne.
Czy to nie śmieszne? Bardziej boję się być prawdziwym sobą, niż umrzeć. He he. Pewnie przesadzam trochę z tym, ale przy takich jazdach z sercem czasami takie myśli się pojawiają. Szybko potem odlatują, bo nie wiem co z nimi zrobić. Mogę coś z tym zrobić, jeśli to będzie się działo. Finito.
what does your heart think?
Maj 30, 2007
Zabawne. Od jakiegoś czasu mam problemy z sercem.
Wszędzie biegam, jakbym miał gdzieś nie zdążyć.
Ciągle za czymś ganiam, jakbym miał nigdy tego nie mieć.
Wciąż uciekam od siebie.
Teraz patrzę na siebie i widzę tylko taką umysłową gierkę, którą trzeba rozwiązać i będzie ok.
Fajnie, nawet tego nie traktuję poważnie.
Moje ciało miewa dziwne stany. Pieką mnie dłonie, dusi mnie klatka piersiowa. Moje serce jakby się dławiło. Boli mnie na sercu, dusi mnie.
To taki fakt, którym chciałoby się podzielić z kimś, tak poważnie. A nie mogę. Kiedy zastanawiam się o tym, z kim mógłbym o tym pogadać, nic nie przychodzi mi do głowy. Wyobrażam sobie ludzi, których znam i jedyne co czuję przy każdym z nich to niechęć. Tak jakbym znał już ich reakcje. Przynajmniej tak mi się wydaje.
Interesujące jest to, że kiedy wyobrażam sobie pewną osobę, którą obecnie bardzo lubię, widzę jej reakcję. Niesamowite. Nawet teraz to czuję. Coś prawdziwego. Wzruszające. Naprawdę. Zainteresowanie, troska. Tak jakbym był częścią tej osoby.
Zabawne, bo nie wiem co robić do końca. Cały czas mnie boli. Od wielu dni. W ustach czuję smak żelaza.
Sądzę, że to przemęczenie.
Pracowałem za dużo po nocach. Teraz sesja w dodatku.
Zmusza mnie to niejako do tego, czego zawsze pragnąłem…. siebie. Zmusza mnie to do kontaktu ze sobą. I dobrze. Dobra, mam dość na dzisiaj tego pisania. Położę się.
Aha. Dosyć istotne. Chyba dochodzę do wniosku, że ludzie mają Cię ogólnie gdzieś. Nie chodzi o to, że teraz źle się czuję i nie mogę z nimi porozmawiać, a raczej nie chcę. Chodzi o to, że ludzie cię nie widzą. Baa. Przynajmniej mnie nie widzą. Nie do końca wiem co jest grane. Mam wrażenie, że sami siebie nie widzą. Chodzą i robią nieświadomie to, co akurat dyktuje im cała osobowość złożona z zebranych (……..), tudzież braków.
Interesujące jest to, że czuję pewną ulgę, a nawet uwolnienie z powodu tego faktu.
Cały czas miałem wrażenie, że wszyscy mnie widzą. Ha! Co za bzdura.
Kiedyś ktoś powiedział, brzmiało śmiesznie i poważnie.., że pomiędzy oświeconym, a zwykłym człowiekiem jest taka różnica, jak pomiędzy zwykłym człowiekiem, a szympansem.
Można właściwie odebrać to na dwa sposoby. Albo więc jest ogromna jak amerykański kanion, co gloryfikuje oświeconego, któremu to i tak wisi, a obraża zwykłego człowieka i szympansa, albo tak niebywale śmieszna…. jak włos – co obraża zwykłego człowieka, tylko, bo oświecony nie poczuje się urażony i gloryfikuje szympansa. Hehe. Jak to miło sobie ułożyłem. Lżej mi na sercu. Zupełnie poważnie.
Ok. To teraz pójdę się położyć (23:42). Trzeba się przygotować do pracy na jutro. Rzeźba. Caały dzień.
present moment
Maj 17, 2007
Dokładnie wczoraj powrócił do mnie temat ‘tu i teraz’. Siedziałem w kawiarni ze znajomym, którego dawno już nie widziałem. Rozmawialiśmy na przeróżne tematy pod kątem duchowym, które nas osobiście dotyczyły. Inspiracje, które płynęły były dla mnie po prostu niesamowite.
Jedną z inspiracji było głębsze wejście w Tu i Teraz.
Kiedyś, po kilkudniowym praktykowaniu medytacji Krija-Jogi, (uważności w każdym momencie), siedząc na ławce zderzyłem się nagle z ‘tu i teraz’. Mój nastrój i sposób odczuwania totalnie się zmienił. W sensie obecności świadomości, znalazłem się totalnie w ‘tu i teraz’. Pamiętam, że mój wzrok powędrował na brzozę, której liście poruszane były wiatrem. Coś, czego wtedy doznałem było nie do opisania. Przejaw boskości, który ukazał się w tamtym momencie był tak dogłębny, że brała w nim udział każda moja najmniejsza cząstka. Naturalnym jest, że przy takim totalnym pięknie, bo inaczej nie da się tego opisać.. nie ‘fajne’, nie ‘super’, nie ‘niesamowite’, bo nie da się tego stopniować, tylko całe, pełne, totalne… cała moja istota była we wzruszeniu.
Teraz mogę tylko stwierdzić, przypominając sobie, że czułem się wtedy tak niesamowicie, że czas nie istniał. Znalazłem się totalnie obecny w wiecznym pięknie. Po takich doznaniach mnóstwo rzeczy, które jawiły się wcześniej jako atrakcyjne tracą swój blask. Moja definicja piękna przestawiła się całkowicie. Niestety czas mnie dopadł.. i takiego momentu obecności do tej pory (to już dobre kilka lat) nie przeżyłem.
Często ludzie mówili, że rozumieją o co chodzi, bo mają takie stany często. Nic wtedy nie mówię. Mam wrażenie, że takie przeżycie zmienia i kiedy coś takiego przeżyłeś raz, to wiesz czy podobne doświadczenie było udziałem drugiej osoby jeśli o tym mówi. Zauważyłem, że zazwyczaj mówimy wtedy o kompletnie innym stanie świadomości. Osoby medytujące są w stanie rozpoznać stan medytacji, uważności, od świadomości biegającej nie wiadomo gdzie i po co.
Mam wrażenie, że tamten stan był zachętą, próbą stworzenia lub wzmocnienia intencji oświecenia, zjednoczenia z Bogiem. Coś tym guście.
Wczoraj ten temat nieoczekiwanie powrócił. W innym wydaniu. Teraz uśmiecham się do siebie, bo wiem, że na moment zbliżyłem się do obecności w tu i teraz i jej zaakceptowania. Oczywiście tylko zbliżyłem, bo zrozumiałem, że właściwie to nie akceptuję ‘tu’, cały czas gonię gdzieś indziej, ani ‘teraz’, cały czas odnoszę się do przeszłości i przyszłości. Te zbliżenie pomogło mi jednak uświadomić sobie to, co przeszkadza mi w posadzeniu siebie w ‘tu i teraz’ i pozostaniu tam. Przede wszystkim to poczucie bezpieczeństwa, a raczej jego brak.. ale do tego zaraz wrócę.
Na początku zrozumiałem jedną rzecz. Że sztucznie podtrzymuję tutaj świadomość tymczasowości. Używam umysłowej perspektywy czasu, aby uciec od siebie. Spróbuję jaśniej…
mieszkam w tym mieście, tutaj i teraz, ale cały czas mam świadomość i poczucie (podtrzymuję je), że jestem tutaj tylko na chwilę, na jakiś okres czasu. To nie pozwala mi się tutaj zadomowić. To nie pozwala mi zadbać o swoje bezpośrednie otoczenie, o swój dom, o ludzi, którymi się otaczam. Poczucie tymczasowości daje mojej podświadomości pretekst, aby nie zajmować się ‘tym wszystkim’, bo to i tak zaraz minie. Szkoda więc energii. Ten wzorzec podcinał mi skrzydła w związku z moją pracą, działaniem w materii, dbaniem o siebie, podkopywał w konsekwencji również moje fundusze. Ale nie tylko.
Zauważyłem dalej, że poczucie tymczasowości jest związane też z moim pobytem na Ziemi. Informacją, która stąd płynęła była taka, że jej nie akceptuję, że nie akceptuję swojego pobytu tutaj. Nie mówię, że nie jest on tymczasowy, bo jest. Mówię to, że wykorzystywałem ten fakt do usprawiedliwiania siebie i swojego nieróbstwa. Zwalniałem się z ‘obowiązku działania’, a może raczej radości ze spełnienia tutaj. Ziemia była dla mnie pewnego rodzaju przymusem. A świadomość i próba zadomowienia się tutaj wzbudzała ogromny strach, że tutaj zostanę… na stałe. To kojarzyło się mojej podświadomości z zastojem, zamknięciem, samotnością i oddzieleniem od Boga. To ostatnie było najgorsze.
Moja podświadomość zaczyna już łapać fakt, że w ‘tu i teraz’, jestem w pełni jednością z Bogiem. Zaczyna pojmować, że materia nie oddziela mnie od Boga. Jedyne co stwarza we mnie ilzuję oddzielenia od Niego jest mój umysł, błędne wyobrażenia i przekonania.
Bycie w ‘tu i teraz’, w pełni świadomie, to jak gdyby bycie w Bogu, świadomie, doświadczanie jakiegoś aspektu Jego natury. To doświadczanie ekstazy z bycia. Świadomość bycia, istnienia, sama w sobie jest już ekstatyczna. O ile nie zdecydujemy inaczej, co ma zazwyczaj miejsce.
Moja obecność w ‘tu i teraz’ szarpana była niechęcią do bycia ze sobą samym w pełni świadomie. Nagle zacząłem być świadomy bólu, który do tej pory nagromadziłem. Moje serce, mój umysł, zaczynał się uzdrawiać. Cóż.. za dużo wyobrażeń oddalało mnie jednak od tej chwili. Lęk przed tym, że muszę przecież zaraz coś zrobić, bo sobie nie poradzę, że muszę zacząć coś robić, bo inaczej nie będę miał pieniędzy… świadomość jutra, obowiązków itp. zmuszała mnie do popędzania siebie, wyrwania z obecnej chwili.
Na początku radziłem sobie z tym, ale później zacząłem czuć zmęczenie.. Czułem potrzebę wypełnienia uzdrawianych miejsc Światłem. No i kolejne wyobrażenie, że muszę iść do domu, aby to zrobić. Jakbym nie mógł zrobić tego tam, tu i teraz. Podświadome wyobrażenia są jednak bezlitosne – działają.. . Zmęczyły mnie w końcu i się poddałem. Teraz pracuję z nimi, aby moja Obecność była pełniejsza, łatwiejsza i przyjemniejsza, abym mógł pozostawać w tej rozkoszy istnienia i bycia zawsze i wszędzie, w Tu i Teraz.
from light to ligth
Maj 9, 2007
Właśnie jestem w trakcie pisania pracy na temat oddziaływania formy, koloru i faktury na człowieka. Kiedy dotarłem do koloru poniosło mnie i zacząłem rozwijać temat od trochę innej strony. Przytoczę tutaj ten pseudonaukowy ciąg myślowy, który nie mniej uważam za prawdziwy (przynajmniej w tej chwili):
“Współczesna nauka odkryła fakt, że materia, którą postrzegamy, zbudowana jest z wibrującej energii. Jeśli przyjrzelibyśmy się dokładnie materii i powiększyli ją do wystarczających rozmiarów, dostrzeglibyśmy, że twarda materia złożona jest z cząsteczek, ta z kolei z atomów, molekuł.. idąc tym śladem, na samym końcu zauważylibyśmy, że nie pozostaje nam nic innego, jak czysta energia. Różnica w postrzeganych wzrokiem przejawach materii, to tylko częstotliwość tej wibracji i jej dalsze konsekwencje w budowie całej struktury.
Kolor, który postrzegamy, jest efektem rozczepienia światła odbitego od specyficznej powierzchni. Jest także energią o określonej częstotliwości. Opierając się na twierdzeniu, że ciało człowieka jest energią o pewnej częstotliwości, można wysnuć wniosek, że energia światła i jego częstotliwość oddziaływuje na nas.
Jesteśmy w stanie zaobserwować ten wpływ, gdyż przekłada się on na nasze samopoczucie. Wzrok jako narzędzie, odbiera pasmo o określonej częstotliwości, a mózg interpretuje je, jednakże wpływ na samopoczucie człowieka zachodzi na zasadzie oddziaływania na siebie częstotliwości, a nie za pomocą wzroku. Tak więc oddziaływanie koloru, jest niezależne od zmysłu wzroku.
Wzrok, poprzez kolor, który postrzegamy, może jedynie sprawiać, że umysł potęguje pewne odczucia poprzez skojarzenia, czyli pamięć poprzedniego oddziaływania.
Częstotliwości fal światła (kolory) wpływają na organizm bezpośrednio (omijając umysł i jego interpretacje), a ten odpowiednio oddziaływuje na psychikę poprzez lepszą fizyczno-energetyczną kondycję organizmu. Natomiast odbiór wzrokowy światła, zmienia samopoczucie przy pomocy skojarzeń. Jest to wpływ emocjonalny, uwarunkowany doświadczeniem i pamięcią”.
take what is given, develop it
Maj 7, 2007
Zrób wszystko, aby rozwinąć talenty, zdolności płynące z Twojej duszy, abyś mógł najpełniej wyrazić siebie, tym kim naprawdę jesteś. Zrób wszystko, aby to rozwijać, gdyż w ten sposób dajesz innym największy dar, jaki możesz dać.
Życie w tej intencji przynosi zadowolenie, spełnienie i radość, a także nowe możliwości. Nie tylko Tobie.
Jasnym staje się to, że tylko w Źródle jesteśmy Pełnią. I tylko w niej odnajdujemy siebie.
Życie się rozwija. Jeśli nie….. – degeneruje.
Kiedyś przeczytałem zdanie, które zmusiło mnie do tego, abym spojrzał na ludzi z innej perspektywy. ” Nie istnieje zło, istnieje tylko nierozwinięte dobro.” Kiedy przyjrzałem się ludziom, którzy jawią się jako źli, uświadomiłem sobie, że w rzeczywistości ich rozwój został w pewnym momencie zahamowany, zablokowany. Właściwie to był hamowany i blokowany przez całe ich życie, każdego dnia, przez ludzi, którzy powinni być im najbliżsi. Zniszczona radość, spontaniczność i ekspresja.
Energia życia prze do przodu, jest niekończącym się strumieniem przepływającym przez świadomości istot żywych. Blokując ją, tworzymy zastój. Tam zaczyna gromadzić się jej nadmiar, który prędzej czy później musi znaleźć ujście. Zazwyczaj płynie to w stronę, w którą nie powinno, z nienaturalnie ogromną energią, tworząc w ten sposób to, co niektórzy nazywają złem. To zło, to nic innego, jak wyrażona, wcześniej stłamszona energia płynąca nienaturalnym kanałem. Jeśli powtarza się to wielokrotnie, zmienia się świadomość, jak w krzywym zwierciadle, tworzy się sztuczna droga, po której z czasem coraz łatwiej biegnie strumień energii. Z czasem człowiek pozbywa się oporów do wyrażania jej w ten sposób, wierząc w swojej zniekształconej świadomości, że słusznie czyni. Umysł wszak musi zrobić wszystko, abyśmy czuli się dobrze. Nawet jeśli zniekształci to obraz rzeczywistości.
‘Zło’ – zdegenerowana energia życia boi się zawrócić strumień na właściwy, naturalny bieg, gdyż kojarzy jej się to z bólem, który był powodem zejścia z tej naturalnej ścieżki.
Jeśli przy Tobie strumienie Życia uzdrawiają się, wracają na właściwe ścieżki, to wtedy to, co zniekształcone nie będzie miało do Ciebie dostępu. Tak samo jak nosiciele tej energii. Chyba, że przyjdą z pragnieniem pomocy.
follow you – follow me
Maj 7, 2007
Jeśli robisz, to czego pragniesz, to co kochasz, to co wyraża Ciebie, Twoją duszę, działa przez Ciebie niewyobrażalna siła, która sprawia, że wszystko co jest, pomaga Ci w tym. Wszystko kłania się i toruje drogę, aby Bóg mógł przemówić poprzez Ciebie.
Kiedy działasz sam z siebie, innych pobudek, innych intencji, wtedy jesteś zdany tylko na nie. Kiedy zjednoczysz się z energią swojej duszy, z prawdziwym sobą, Bóg będzie mówił przez Ciebie, a wszystko co jest ukłoni się przed Jego Wolą i Słowem, torując drogę w niemym zachwycie.